TUR-INFO.PL
Serwis Informacyjny Branży Turystycznej


2013-07-25 - Walka o piesze przejścia na granicach

Trwa kampania na rzecz otwarcia nowych pieszych i rowerowych przejść na granicy z Ukrainą, Białorusią i Obwodem Królewieckim.

reklama


Na portalu "Port Europa" prowadzona jest kampania na rzecz dopuszczenia ruchu pieszego na polskiej granicy wschodniej. Wygląda na to, że są już pierwsze efekty zabiegów działaczy.

Pierwsza konkretna decyzja już zapadła i mamy co świętować: dzięki naszej inicjatywie, ruch pieszy będzie dopuszczony na rekonstruowanym obecnie przejściu w Połowcach na granicy z Białorusią i jest to już pewne - mówi Kuba Łoginow z portalu porteuropa.eu.

W maju wiceminister Piotr Stachańczyk zobowiązał wszystkich wojewodów administrujących przejściami granicznymi do przygotowania raportu, w którym wskażą, w których przejściach jest możliwe otwarcie pieszo-rowerowych punktów odpraw. Decyzja o utworzeniu (tam gdzie to możliwe) pieszych przejść granicznych dotyczy bowiem nie tylko granicy z Ukrainą, ale też z Białorusią i Obwodem Królewieckim.

Wspomniane zarządzenie ministra Stachańczyka dotyczy wojewodów Podkarpackiego, Lubelskiego, Podlaskiego, Warmińsko-Mazurskiego i Pomorskiego (ten ostatni w zakresie krótkiej granicy na Mierzei Wiślanej).

Jak wspomniał minister Stachańczyk podczas majowego wystąpienia w Sejmie, w większości istniejących drogowych przejść granicznych stworzenie korytarza odpraw pieszych nie będzie większym problemem. Zgodnie z deklaracją wiceministra, wszędzie tam, gdzie jest to fizycznie i technicznie możliwe (czyli jest po prostu miejsce), takie przejście piesze zostanie otwarte. To ogromny sukces, gdyż do tej pory granica polsko-białoruska była niedostępna dla pieszych - wyjątkiem jest jedynie przejście piesze w Białowieży, które niestety jest drogą donikąd - po białoruskiej części Puszczy Białowieskiej i tak nie wolno się poruszać pieszo, jeśli nie ma się odpowiedniego zezwolenia.

Piotr Stachańczyk wstępnie dodał również, że w 2014 roku znajdą się w polskim budżecie środki na przystosowanie przejść granicznych do ruchu pieszego i że na pewno nie powstaną one od razu tam, gdzie granica przebiega na rzece (Bug), gdyż wymagałoby to budowy dodatkowej kładki. A to już poważna inwestycja. Ale w pozostałych miejscach (w domyśle, ale to tylko nasza sugestia: Krościenko, Dołhobyczów, Hrebenne) - nie ma przeszkód, przejścia takie raczej powstaną.

W mediach pojawiły się już nawet pierwsze konkretne zapowiedzi wojewodów w tej sprawie. I tak, wojewodowie pomorski i podlaski pozytywnie odnoszą się do otwarcia, odpowiednio, pieszych przejść na Mierzei Wiślanej (z Rosją) i w Kuźnicy Białostockiej (z Białorusią). Niestety, w odniesieniu do ukraińskiej granicy takich nawet wstępnych zapowiedzi przynajmniej na razie brakuje. I to właśnie niepokoi.

Jak podkreśla Kuba Łoginow z portalu porteuropa.eu: Nie jesteśmy idealistami i wiemy, że nie na wszystkich polsko-ukraińskich przejściach granicznych od razu może być uruchomiony ruch pieszy. Będzie z tym problem zwłaszcza na rzecznym odcinku granicy - chociaż naszym zdaniem docelowo (za kilka, a nie kilkanaście lat) i tam powinna powstać kładka dla pieszych. Ale na dwóch polsko-ukraińskich przejściach ruch pieszy i rowerowy jest absolutną koniecznością. To Hrebenne - Rawa Ruska oraz Krościenko-Smilnycia. Do tego dochodzą już zbudowane, ale jeszcze nie oddane do użytku przejścia w Dołhobyczowie i Budomierzu. Przejścia nie mogą zostać otwarte, bo Ukraina "zapomniała" zbudować dróg dojazdowych do nich. I według informacji, które są w posiadaniu portalu porteuropa.eu, nie stanie się to wcześniej, niż w 2015-16 roku. Dlatego również w odniesieniu do tych przejść mamy prostą radę dla MSW, jak wyjść z twarzą z tej nieprzyjemnej sytuacji, gdy za pieniądze podatników, za ogromne miliony zbudowaliśmy przejścia, które nie mogą być użytkowane. Otwórzmy je jeszcze tej jesieni pilotażowo właśnie jako przejścia pieszo-rowerowe, dokładnie tak, jak to zrobiono ze słowacko-ukraińskim przejściem Mali Selmenci - Velke Slemence. Zaręczamy, że brak dróg dojazdowych (są przecież po ukraińskiej stronie drogi polne) nie będzie żadną przeszkodą dla niezmotoryzowanych i przejścia te jako przejścia pieszo-rowerowe będą się cieszyć popularnością, a urzędnicy wyjdą z twarzą z tej sytuacji i nikt im nie będzie wytykał niegospodarności. Po 2015-16 roku będzie można dopuścić również ruch samochodowy i wszystko będzie działać jak należy.

Majowa zapowiedź ministra Stachańczyka i pozytywne decyzje odnośnie Połowców i Kuźnicy Białostockiej - to jeszcze nie powód do radości. Efekty zaangażowania w sprawę będzie można pozytywnie ocenić po decyzji w sprawie tworzenia budżetu na 2014 rok, w którym powinny znaleźć pieniądze na przystosowanie przejść do ruchu pieszego.

Jeżeli tematem pieszych przejść granicznych na poważnie nie zajmą się samorządy i organizacje pozarządowe z Podkarpacia i Lubelszczyzny, nie zdziwmy się, jak we wrześniu wojewodowie stwierdzą: "przeanalizowaliśmy wszystko dokładnie, ale nikt do nas nie zwracał się z potrzebą otwarcia przejść pieszych w Hrebennem i Zosinie i dlatego nie widzimy potrzeby dla ich otwarcia. Przejście piesze uruchomimy tylko w Dołhobyczowie, ale dopiero w 2018 roku".

Co więc należy zrobić? Otóż teraz jak nigdy wcześniej potrzebne są rezolucje samorządów, w których dana gmina, powiat, sejmik wojewódzki czy nawet sołectwo zaapeluje do danego wojewody (lubelskiego, podkarpackiego) o otwarcie pieszego przejścia - w Hrebennem, Dołhobyczowie, Budomierzu, Zosinie, Korczowej, Dorohusku, Krościenku czy gdziekolwiek indziej. Do podjęcia takiej rezolucji nie trzeba żadnych kosztów, żadnego wysiłku. Ot zbiera się Rada Miasta Tomaszów Lubelski, Rada Miasta Zamościa, Rada Powiatu itp. i podejmuje odpowiednią uchwałę. W uchwale czy rezolucji Rada stwierdza, że dla naszej społeczności otwarcie przejścia pieszego w Hrebennem, Dołhobyczowie czy Krościenku będzie bardzo ważnym impulsem dla rozwoju agroturystyki, kontaktów międzyludzkich, że przejścia piesze służą nie tylko ruchowi lokalnemu, ale również ułatwiają podróże na dłuższe odległości - ta uwaga dotyczy zwłaszcza Hrebennego.

Przypominamy schemat podróży: uczestnik odbywającej się we Lwowie konferencji jedzie własnym autem do Hrebennego, zostawia auto na parkingu przy granicy, przekracza granicę pieszo i po ukraińskiej stronie już czeka na niego auto wysłane ze Lwowa przez organizatora konferencji (to przykład na to, że piesze przejścia to nie tylko domena "plecakowych turystów", ale również tzw. "wyższych sfer"). Przykład drugi: student z Gdańska chce się dostać do Lwowa. Jedzie więc pociągiem do Lublina, tam się przesiada na autobus do Tomaszowa, z Tomaszowa jedzie busem do Hrebennego, przekracza granicę pieszo, idzie spacerem 20 minut do Rawy Ruskiej i tam wsiada w marszrutkę lub pociąg podmiejski do Lwowa.

Tego typu rezolucję, naszym zdaniem, powinna podjąć każda gmina i powiat przygraniczny - w tym rada Tomaszowa Lubelskiego, Zamościa i Chełma, mimo że te miasta bezpośrednio nie graniczą z Ukrainą. Bo otwarcie pieszych przejść w Hrebennem i Dorohusku jest ważne również dla nich. Zresztą, to nie muszą być tylko sformalizowane rezolucje rad miejskich czy powiatowych - ważne są również pisma do wojewodów (lubelskiego i podkarpackiego) w tej sprawie od sołtysów, działających na pograniczu stowarzyszeń, parafii, lokalnych organizacji turystycznych, a nawet prywatnych osób.

Sprawa przejść pieszych na granicy z Ukrainą, Białorusią i Obwodem Królewieckim rozstrzygnie się między lipcem a wrześniem 2013. Całe 20 lat czekaliśmy na to, by polskie władze wreszcie przychylnym okiem spojrzały na otwarcie pieszych przejść granicznych, o co wcześniej bezskutecznie zabiegały liczne samorządy - m. in. władze Terespola. Teraz jest szansa i trzeba ją maksymalnie wykorzystać. Bowiem zainteresowanie społeczne tym tematem jest ogromne. A otwarcie przejść pieszych przyczyni się pośrednio także do rozwoju turystyki i to nie tylko na pograniczu.



Wróć do strony głównej


Pełna wersja

© 2024 TUR-INFO.PL Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kontakt z nami

stat24.com