TUR-INFO.PL
Serwis Informacyjny Branży Turystycznej


2020-10-01 - Traveldata: Wpływ sytuacji TUI na natężenie konkurencji na rynku polskim

Popyt w turystyce wyjazdowej i jego geograficzna struktura są w dominującej mierze wyznaczane przez poglądy ogółu potencjalnych turystów na bieżący i krótkoterminowy rozwój sytuacji w zakresie tempa rozprzestrzeniania się koronawirusa oraz jego aktywności na poszczególnych kierunkach docelowych - przekonują analitycy Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata. W swoim najnowszym materiale odnoszą się także do sytuacji TUI i jej wpływu na konkurencję na polskim rynku turystycznym.

reklama


Niestety w tym obszarze nadal nie można przytoczyć zbyt wielu korzystnych wiadomości. Bieżący trend rozwoju sytuacji epidemicznej w dalszym ciągu pozostaje niekorzystny, a tygodniowe wskaźniki epidemiczne dla większości krajów wykazują wzrosty. Spośród 37 monitorowanych państw tygodniowe wskaźniki nowych zakażeń zwiększyły się w 28 przypadkach, a obniżyły się tylko w 9, w tym 5 z nich dotyczyło krajów docelowych, a 3 pozaeuropejskich. Jedynym przypadkiem niedużego zresztą spadku w europejskich krajach źródłowych była w minionym tygodniu Austria (z 548 do 533).

Na ogólnym ich tle nadal pozytywnie wyróżniają się Niemcy (153), kraje nadbałtyckie (181) i Skandynawia (197), ale także Polska, której do umownej granicy koloru zielonego, czyli 200 zakażeń tygodniowo na milion mieszkańców, zabrakło stosunkowo niewiele (wskaźnik 214). Jest jednak całkiem prawdopodobne, że wskaźniki epidemiczne we wszystkich tych krajach nadal pozostaną w trendzie wzrostowym, gdyż otoczone są przez obszary, w których są one często kilkakrotnie wyższe, a ruch transgraniczny jest często jeszcze wolny od ograniczeń.

Ponownie największy przyrost zbiorczego wskaźnika nowych zakażeń miał miejsce w krajach źródłowych zachodniej części kontynentu, w której ponownie wzrósł on o prawie 30 procent tj. z 488 do 631 zakażeń na milion mieszkańców. W mniejszym stopniu, czyli o 17 procent z 392 do 459 wzrósł zbiorczy wskaźnik nowych zachorowań w środkowo-wschodniej części kontynentu, zaś w krajach docelowych odnotowano w minionym tygodniu nawet niewielki ponad 1-procentowy spadek z 240 do 237 przypadków na milion mieszkańców.

Czwarty tydzień wzrostów liczby przypadków śmiertelnych w Europie Zachodniej

Systematycznie rosnące wskaźniki zachorowań budziły i nadal budzą tylko umiarkowany niepokój, połączone są bowiem z ograniczoną liczbą przypadków śmiertelnych. W ostatnich tygodniach ich liczba zaczęła jednak wyraźnie rosnąć osiągając w najbardziej zainfekowanych krajach już znaczące rozmiary, choć ciągle jeszcze znacznie niższe w porównaniu z wiosenną falą epidemii.

W ostatnim tygodniu w Hiszpanii odnotowano około 737 zgonów, natomiast w pierwszej połowie kwietnia ich tygodniowa liczba zbliżała się do 6 tysięcy. Liczba zgonów we Francji wyniosła w ostatnim tygodniu 442, podczas gdy w pierwszym tygodniu kwietnia było to ponad 6,5 tysiąca zmarłych. Trzeba jednak pamiętać, że obecne tygodniowe liczby zmarłych pozostają jednak w trendzie rosnącym i że najbardziej niekorzystny dla zdrowia okres jesienno-zimowy jeszcze się nie rozpoczął. Ponadto liczba zgonów jest niestety opóźnionym w czasie efektem liczby zachorowań na koronawirusa, a więc jest bardzo prawdopodobne, że wraz z rosnącą falą nowych zachorowań, również ona będzie wyraźnie wzrastać.

W minionym tygodniu wyraźnie wzrósł zbiorczy tygodniowy wskaźnik zgonów w najbardziej zainfekowanym obszarze, czyli w krajach źródłowych Europy Zachodniej, który podniósł się o ponad 35 procent z 2,31 do 3,12 przypadków na milion mieszkańców. W pozostałych obszarach zbiorcze wskaźniki przypadków śmiertelnych spadły, w tym dość istotnie w krajach docelowych, czyli o blisko 10 procent (z 6,26 do 5,66), zaś nieznacznie w krajach źródłowych środkowo-wschodniej części kontynentu - o 2,5 procent, czyli z 6,84 do 6,67 przypadków na milion mieszkańców.

Obecnie większość rządów systematycznie zastrzega, że będzie zdecydowanie starała się uniknąć ponownego lockdownu. Przy niskiej śmiertelności, czyli takiej jaka ma i miała miejsce dotychczas, wydaje się to całkowicie możliwe i racjonalne. Całkiem inaczej może wyglądać sytuacja w przypadku bardzo dużej liczby zakażeń śmiertelnych, czyli wtedy gdy decyzje dotyczące całkowitego lub częściowego lockdownu mogą ze względów zdrowotnych i politycznych okazać się nieuniknione.

Obecnie regularny lockdown został wprowadzony w mocno infekującym się Izraelu, a częściową jego formę rozważają też władze Wielkiej Brytanii. Jest sprawą prawie oczywistą, że wprowadzanie tego typu decyzji w większej liczbie krajów europejskich oznacza de facto znaczne utrudnienia, o ile nie zanik turystyki wyjazdowej w najbliższym sezonie zimowym.

Wskaźniki infekcyjne w Izraelu nadal w silnym trendzie wzrostowym

Izrael jest jedynym krajem na świecie, który ogłosił powtórny lockdown. Prawdopodobną przyczyną podjęcia takiej decyzji była bardzo wysoka dynamika wzrostu wskaźnika nowych zakażeń, który w okresie poprzednich trzech tygodni zwiększył się z 1234 do 3511 przypadków na milion mieszkańców. Wysoki wzrost w tym samym okresie wykazał również wskaźnik zgonów, który podniósł się z 9,1 do 14,6 przypadków na milion.

W minionym właśnie tygodniu oba te wskaźniki były znacząco wyższe i wyniosły 4688 dla nowych zachorowań oraz 22,8 dla przypadków śmiertelnych. Lockdown, który wszedł w życie w piątek 18 września był początkowo przewidziany na okres 3 tygodni, a pierwotne restrykcje obejmowały zamknięcie szkół, centrów handlowych, restauracji i hoteli, zakaz oddalania się na odległość ponad 500 metrów od miejsca zamieszkania, zakaz spotkań w grupach powyżej 10 osób w pomieszczeniach zamkniętych i ponad 20 osób na wolnej przestrzeni. Zostaną one najprawdopodobniej zaostrzone, a sam czas trwania lockdownu wydłużony do co najmniej jednego miesiąca.

Warto w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć, że niekwestionowany sukces Australii w opanowaniu epidemii wymagał lockdownu trwającego osiem tygodni, choć był on prowadzony w trudniejszych warunkach klimatycznych.

Jeśli restrykcyjny lockdown okaże się sukcesem również w Izraelu, wzmocni to argumenty tych osób, które w takim postępowaniu widzą główną metodę skutecznego zwalczania pandemii. Może to skłaniać władze również innych krajów do podejmowania podobnych kroków, w tym ograniczeń w międzynarodowym ruchu lotniczym, zwłaszcza do tych krajów, w których poziom wskaźników epidemicznych jest znacząco wyższy od średniej.

TUI Group podsumowuje sprzedaż roku obrotowego

W przedostatni wtorek 22 września koncern TUI Group opublikował wstępne podsumowanie swojej sprzedaży (tzw. Pre-Close Trading & C-19 Update) za okres od 1 października 2019 do 13 września 2020, będące w istocie przybliżonym obrazem osiągnięć sprzedażowych spółki w roku obrotowym, który obejmuje okres od 1 października do 30 września. W tym specyficznym roku do zwyczajowego tytułu dokumentu dodano człon "C-19", jako że szczególnego znaczenia nabierają w nim informacje biznesowe za okres po restarcie turystyki wyjazdowej po 3-miesięcznym okresie jej formalnego zamrożenia wywołanego pandemią koronawirusa, który trwał mniej więcej od połowy marca do połowy czerwca tego roku.

Dokument tego typu nie zawiera danych finansowych, które poznamy dopiero przy okazji publikacji raportu rocznego (mniej więcej w połowie grudnia), a jedynie przybliżone dane biznesowe dotyczące osiągnięć sprzedażowych koncernu.

Według informacji TUI Group obsłużyło w tym okresie (po restarcie) około 1,4 miliona klientów osiągając tzw. load factor w wysokości 84 procent w stosunku do oferowanej pojemności przewozowej, która została w międzyczasie dostosowana do aktualnych warunków rynkowych.

Liczba rezerwacji w sezonie lato 2020 w relacji z sezonem poprzednim spadła o 83 procent, a średnia cena sprzedanych imprez turystycznych spadła o 19 procent.

W sezonie zimowym 20/21 spółka stopniowo redukowała oferowany program i w momencie publikacji dokumentu wynosił on już tylko 40 procent pierwotnie planowanej wielkości. Roczny spadek sprzedaży imprez zimowych wyniósł 59 procent, czyli był w dobrym przybliżeniu zgodny ze skalą redukcji programu. Korzystną informacją dla koncernu jest to, że średnia cena sprzedawanych imprez turystycznych (tzw. ASP) wzrosła o 3 procent wobec tego samego okresu roku ubiegłego.

W sezonie lato 2021 TUI Group planuje operacje na poziomie sygnalizowanym z okazji prezentacji wyników (13 sierpnia) za trzeci kwartał swojej działalności (drugi kwartał kalendarzowy), czyli obniżonym o 20 procent w stosunku do pierwotnych założeń. We wczesnym okresie sprzedaży lata 2021 odnotowano wzrost liczby rezerwacji o aż 84 procent, przy wzroście średniej ceny o solidne 10 procent.

Ważną informacją jest to, że spółce udało się zredukować koszty stałe o 70 procent i zaplanować obniżenie kosztów osobowych o 30 procent poprzez m.in. redukcję około 8000 etatów. Roczne oszczędności z tego tytułu mają wynieść ponad 300 mln euro.

Bardzo istotną informacją jest to, że dzięki dwóm transzom wsparcia ze środków publicznych w łącznej wysokości 3 mld euro koncern dysponował środkami pieniężnymi (wraz z ekwiwalentami) w wysokości 2,4 mld euro na dzień 12 sierpnia, a na dzień 20 września kwotą 2,0 mld euro.

Oddalający się punkt równowagi płynnościowej koncernu

Instytut Traveldata przyznaje, że TUI Group bardzo zapobiegliwie i skutecznie zabezpiecza poziom środków pieniężnych niezbędnych do kontynuowania działalności i zachowania równowagi płatniczej. Już w krótkim okresie po rozpoczęciu pandemii wystarano się o 1,8 mld euro rządowych środków niezbędnych do pełnego zabezpieczenia działalności do końca sezonu letniego.

Słabszy niż prognozowano popyt na wycieczki i niższe ich ceny, a także systematycznie pogarszające się przewidywania biznesowe odnośnie sezonu zima 2020/21 skłoniły koncern do wyprzedzających starań o uzyskanie kolejnego wsparcia niezbędnego do przetrwania tego kolejnego trudnego okresu. Zakończyły się one sukcesem i 13 sierpnia TUI Group ogłosiło informację o pozyskaniu drugiej transzy w wysokości 1,2 mld euro.

Zgodnie z aktualizowaną na bieżąco (in minus!) sytuacją rynkową w koncernie oraz w innych podmiotach działających w szeroko pojętej turystyce (kolejne cięcia programów w liniach Ryanair i Wizzair) i według prowizorycznych szacunków, pieniądze pozyskane z obu wymienionych transz powinny wystarczyć mniej więcej do połowy kwietnia. Dlatego koncern nie czekając zbytnio na rozwój wydarzeń już teraz rozpoczął starania o kolejną pulę środków pozwalających na sfinansowanie prawdopodobnie bardzo słabej wiosny, czyli drugiego kwartału 2021. Jej wielkość została wstępnie określona na 0,7-1,0 mld euro, czyli w wysokości nieco większej niż połowa straty koncernu w drugim kwartale 2020.

Tym razem całość lub przynajmniej większość środków ma pochodzić od akcjonariuszy w postaci zwiększenia funduszy własnych koncernu przy ewentualnym równoległym wsparciu innych rozwiązań, takich jak sprzedaż niektórych aktywów spółki, leasing zwrotny samolotów ewentualnie statków i nieruchomości. Trzeba jednak pamiętać, że obecnie nie jest to rozwiązanie zbyt korzystne, gdyż wyceny zarówno samolotów, jak i aktywów służących turystyce są obecnie zdecydowanie niższe niż zazwyczaj.

Przypuszcza się, że w ramach trzeciej transzy spółka zostanie wsparta kwotą około 300 mln euro przez jej największego akcjonariusza, czyli rosyjskiego miliardera i magnata przemysłu stalowego Aleksieja Mordaszowa. Należy jednak pamiętać, że przy obecnej niewielkiej wycenie rynkowej koncernu (obecnie poniżej 1,9 mld euro) mogłoby to spowodować wzrost udziału biznesmena w kapitale zakładowym TUI Group w pobliże 30 procent, co mogłoby prowadzić do ewentualnych kolejnych komplikacji.

Czy będzie czwarta transza wsparcia dla koncernu?

Zakładając pozyskanie finansowania w wysokości wystarczającej na pokrycie potrzeb koncernu do końca pierwszego półrocza 2021, powstaje jednak pytanie odnośnie decydującego zwykle o wyniku rocznej działalności organizatorów turystyki III kwartału. W tym względzie można wyróżnić dwa dość odległe od siebie podejścia do biznesowych projekcji dla tego okresu.

Pierwsze dość optymistyczne, które jest prezentowane przez TUI Group, czyli odrodzenie się letniego popytu w około 80 procentach z nadziejami na solidne marże bezpośrednie spowodowane wyższą średnią ceną sprzedawanych imprez turystycznych oraz niższymi kosztami głównie paliwa lotniczego, ale też hoteli i usług w destynacjach. Dodatkowy pozytywny wpływ na wyniki powinien pochodzić z zaimplementowanych już w pełni programów redukcji kosztów wewnątrz spółki.

Taka sytuacja powinna wygenerować umiarkowany zysk w trzecim kwartale, choć nadal pozostawia otwartą kwestię sfinansowania dalszej działalności w ostatnim kwartale roku i pierwszym kolejnego (2022), jakie zwykle charakteryzują się ujemnymi przepływami pieniężnymi.

Jest jednak też inny wariant rozwoju sytuacji, a mianowicie prezentowany przez większość środowiska turystycznego w Niemczech i innych krajach Zachodniej Europy, który zakłada popyt w przyszłym sezonie na poziomie około 50 procent popytu z lat poprzednich.

W takiej sytuacji bardzo prawdopodobna byłaby konieczność równoważenia finansów przy pomocy jeszcze kolejnej transzy. Można w takiej sytuacji założyć ograniczanie ryzyka pomocy publicznej poprzez nałożenie na koncern pewnych ograniczeń odnośnie skali i ryzyka działalności podobnie jak miało to już wcześniej miejsce w przypadku pomocy publicznej dla licznych linii lotniczych, w tym dla Polskich Linii Lotniczych LOT.

Wpływ sytuacji koncernu TUI na natężenie konkurencji na rynku polskim

Faktem oczywistym dla niemal wszystkich z branży zorganizowanej turystyki wyjazdowej jest bardzo silna konkurencja rynkowa ze strony polskiej spółki zależnej koncernu, czyli TUI Poland. Przejawia się one w bardzo ofensywnej polityce cenowej, która wyraźnie widoczna była już w sezonach 2018 i 2019, a w "covidowym" sezonie 2020 uległa jeszcze wzmocnieniu. W jej wyniku można obecnie szacować, że aktualny udział biura TUI Poland w rynku imprez turystycznych osiągnął lub przekroczył już 40 procent.

Wyjątkowo słabe obecnie nastroje konsumenckie nie muszą wcale utrzymywać się do wiosny i sytuacja w tym zakresie może ulec znacznej poprawie. Powoduje to jednak, że mamy do czynienia z dwoma brzegowymi wariantami sytuacji na rynku zorganizowanych imprez turystycznych.

Pierwszy z bardzo słabym popytem na poziomie 45-50 procent popytu z 2019 roku, czyli obejmującego około 1,5 mln klientów. W takiej sytuacji TUI Poland łatwiej "zmieści się" w ewentualnych ograniczeniach ekspansji biznesowej, a ponadto będzie ona tańsza i skuteczniejsza ze względu na mniejszą skalę promocyjnej sprzedaży wycieczek. W takim wariancie konkurencja ze strony tego organizatora może nadal być bardzo silna.

Drugi znacząco optymistyczny zakładający znaczną odbudowę optymizmu konsumenckiego oraz istotne obniżenie obaw epidemicznych prowadzące do popytu na poziomie około 30 punktów procentowych wyższym, czyli liczby klientów na poziomie 2,5 miliona. W takiej sytuacji słaby rynek niemiecki i ostrożniejsze prowadzenie polityki ekspansji również w Polsce mogą prowadzić do korzystnej sytuacji rynkowej, w której popyt będzie dostatecznie duży, aby wchłonąć racjonalne przygotowane programy większości organizatorów i to przy dobrych marżach, podobnie jak miało to miejsce w sezonie 2019.



Wróć do strony głównej


Pełna wersja

© 2024 TUR-INFO.PL Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kontakt z nami

stat24.com